AAA
Dzika strzelanina w „Świcie”
Rewolwerowcy w mieście
Sroda, 04 maja 2011r. (godz. 21:51)

Mistrzostwa Europy w Cowboy Action Shooting
Mistrzostwa Europy w Cowboy Action Shooting
fot. Gazeta Starachowicka

Ponad setka kowbojów z jedenastu krajów, w tym także ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, zjechała do Starachowic na VII Dni Prawdy, czyli Mistrzostwa Europy w Cowboy Action Shooting, a także V Otwarte Mistrzostwa Polski SASS, które odbyły się na strzelnicy Świtu. Było dużo strzelaniny, dymu i huku, a jeszcze więcej dobrej zabawy, bo nie o same odznaki tu chodzi, ale kultywowanie ducha Dzikiego Zachodu, a więc szacunku do prawa, poszanowania ludzkiej przyjaźni i umiłowania niczym nie skrępowanej wolności.

Mistrzostwa Europy w Cowboy Action Shooting
Mistrzostwa Europy w Cowboy Action Shooting
fot. Gazeta Starachowicka

Na obiektach „Świtu” pełno było kowbojów, szeryfów, traperów, a nawet żołnierzy Unii i Konfederacji, bo odpowiedni strój i broń z epoki to nieodłączna część Mistrzostw w Strzelectwie Westernowym, które po raz kolejny zarząd Polskiego Stowarzyszenia Strzelectwa Westernowego, postanowił zorganizować właśnie u nas.


- Są to już trzecie Mistrzostwa Polski w Starachowicach i pierwsze w historii naszego kraju Mistrzostwa Europy w Strzelectwie Westernowym – powiedział GAZECIE Włodzimierz „Trigger Hawkeye” Łuczyński, prezes PSSW.

Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się dla nas trzy lata temu. Wcześniej nikt z uczestników nie wiedział nawet o istnieniu naszej strzelnicy. Od tamtej pory wracają tu chętnie, mimo że większość pochodzi z Łodzi, oddalonej od Starachowic o jakieś 160 km.

- Jest to pewne utrudnienie – przyznaje Łuczyński - ale tylko w tym miejscu mogliśmy zorganizować takie zawody. Żadne inne nie miałoby tego klimatu
Tym razem zjawiło się tu ponad stu miłośników osławionych już coltów, m.in. z Niemiec, Danii, Słowacji, Czech, Szwecji, Luksemburga, Serbii, Węgier, Austrii, czy USA.

- Najmłodszy ma siedemnaście, a najstarszy osiemdziesiąt dwa lata, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, należy do Single Action Shooting Society, czyli federacji, która patronuje CAS (Cowboy Action Shooting – strzelectwo westernowe – przyp. red.) – mówił „Hawkeye”.

Obaj znakomicie strzelają i jak wszyscy kochają legendarny Wild West, czyli Dziki Zachód. Tutaj najważniejsza jest przyjaźń i poczucie prawdziwej wolności uprawiania sportu, którego jedynymi regułami pozostają te, według których żyło Pogranicze, Bufallo Bill i Wyatt Earp. Stąd pewnie niepowtarzalna atmosfera imprezy, która przyciąga tak wiele osób. Poza tym jest to niezapomniane widowisko. Każdy z uczestników tworzy własną historię. Nie dość, że wygląda jak traper czy kowboj, to jeszcze strzela i zachowuje się tak jak on. Najlepszych czekały oczywiście odznaki klasy strzeleckiej. Ale większość z nich strzela nie dla medali, a dla zwykłej frajdy. Bo przede wszystkim liczy się tu dobra zabawa. A tej z pewnością nie brakło w ostatnim tygodniu.

Impreza zaczęła się w środę, a zakończyła w sobotę. To były cztery prawdziwie „dzikie” dni. Na zawodników czekały „stage”, a w każdym inny scenariusz, nawiązujący do dawnych westernów.

- Mamy tu wszystkie kategorie, ujęte w regulaminie Single Action Shooting Society, a więc te, które strzela się na świecie – mówił Łuczyński. – Jest ich kilkanaście.

W tym roku przeważały robocze stroje kowbojskie. Sporo też było elementów umundurowania z okresu wojny secesyjnej, a więc typowego odzienia żołnierzy Unii, a także „Południa”, jak również strojów z późniejszego okresu. Pojawiła się bowiem kategoria, w której dopuszczano używanie pistoletu model 911 colta A1, w związku z czym umundurowanie z tego okresu było wręcz konieczne.

(JAN)

REKLAMA