AAA
Razem odnowili kościół
Z bożą pomocą...
Sobota, 26 listopada 2011r. (godz. 13:36)

Trwało to blisko rok, ale udało się. Z pomocą parafian z Parszowa, ksiądz Emanuel Kolatorowicz, proboszcz parafii pod wezwaniem Zesłania Ducha Świętego, wyremontował tamtejszy kościół. Nikogo nie musiał wcale zachęcać. Ludzie przychodzi sami, ze zwykłej potrzeby serca...

fot. Gazeta Starachowicka
Nastepna wiadomosc:
ť Nowoczesna pracownia

Poprzednia wiadomosc:
ť Donnelley’owskie perełki

Podobnie było też przed laty. Ze składek fabrykantów, hutników i górników z Parszowa i pobliskich Mostek zbudowano w 1837 roku murowaną kaplicę pod wezwaniem Aniołów Stróżów. Stoi ona do dziś w części wsi nazywanej dawniej Redzik.


Wyróżnia ją oryginalna architektura, bo wzniesiona została w kształcie gwiazdy. Niegdyś odbywały się w niej nabożeństwa, odprawiane przez księży z Wąchocka. Ale Parszów to duża wieś (w końcu XIX wieku liczyła ponoć ponad 900 mieszkańców, obecnie ponad 1700), więc kaplica była zbyt ciasna, aby pomieścić wszystkich wiernych. Dlatego w latach 30 - tych XX wieku, tuż przy niej powstał drewniany kościół p.w. Zesłania Ducha Świętego. W jego ołtarzu głównym widnieje obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, natomiast na zachodniej ścianie prezbiterium obraz św. Barbary, patronki górników i hutników.

Choć sama budowa świątyni trwała wyjątkowo krótko, bo w maju 1934 r. wmurowano kamień węgielny, a w grudniu dokonano już konsekracji, to droga do niej była o wiele dłuższa, o czym jest zresztą w księgach. Mieszkańcy dwukrotnie prosili o nią biskupa, chcieli odłączyć się od Wąchocka. Ten jednak dwa razy odmówił, ale - jak twierdzi ksiądz Emanuel Kolatorowicz - najwidoczniej Bóg dał taki dopust, że w międzyczasie przyszli tutaj hodurzy (od nazwiska bp. Franciszka Hodura - organizatora Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w USA i Kościoła Polskokatolickiego w Polsce - przyp.red.). Wybudowali nawet własną kaplicę, bliżej lasu w stronę Skarżyska. I dopiero wtedy powstał prawdziwy rwetes, w końcu była to sekta.

- Na pewno łatwo nie było, skoro młody wikariusz oddelegowany tu do budowy kościoła ks. Józef Sołek z Wąchocka, po 3- 4 latach musiał odejść. Z pewnością hodurzy uprzykrzali mu życie. Wszędzie mieli swych popleczników. Czasem ksiądz nie mógł jechać nawet w stronę Skarżyska, bo tamta część należała już do polskokatolickiego kościoła- opowiada ksiądz proboszcz.

Nawet wtedy nie brakowało jednak ludzi dobrego serca, którzy chcieli pomagać. To oni wznieśli drewniany kościółek, a dziś kolejni wierni pomogli w jego odnowie. Sami zresztą poddali ten pomysł widząc, co dzieje się z drewnianą dzwonnicą.

- Powiedzieli: niech ksiądz idzie do jednego czy drugiego leśniczego, może da któryś drzewo - opowiada ksiądz proboszcz Kolatorowicz. - Dali obaj, i ten z Suchedniowa, i ten z Parszowa. Pocięliśmy deski, poprzybijaliśmy i jest jak nowa, tylko dach jest tu stary - dodaje proboszcz.

Wcześniej udało się też wymienić ławki w kościele.

- Były naprawdę fatalne. W momencie ludzie uzbierali pieniądze - przyznaje kapłan.

Podobnie było i teraz.

- Najpierw zrobiliśmy dach, później elewację, była cała zużyta - mówi proboszcz. - Deski miały ponad 70 lat. Ociepliliśmy kościół, a potem zakupiliśmy drewno. Wszystko dowożone było z tartaku w Skarżysku. Robili to parafianie własnym transportem, jeździli po kilka osób. Potem cięli je i konserwowali, a na koniec przybijali. Wszystko oczywiście bezinteresownie. Nikogo nie trzeba było zachęcać, ludzie przychodzili sami.

Nieraz trzydzieści osób dziennie. Bywało, jak w zeszłym roku, że lało się im na głowę, a oni nadal pracowali z wielką ofiarnością. Zajęło nam to rok z pewnymi przerwami. Do samej wieży, ze względów bezpieczeństwa, zatrudniłem górali z Rabki. Pracowali tu trzy tygodnie, linami wciągali deski. Nie mieliśmy przecież żadnych dźwigów - mówi proboszcz.

W ciągu dwóch miesięcy wyremontowano także kaplicę Aniołów Stróżów, która była już w opłakanym stanie.

- Nie wyobrażałem sobie, jak to będzie - przyznaje ksiądz Kolatorowicz. - Ale Pan Bóg dał, że wszystko poszło wspaniale. - Teraz jest nawet kostka brukowa wokół kościoła. Wykonanie tych prac, łącznie z kaplicą, kosztowałoby nas ok. 60 tys. zł, wydaliśmy tylko 20 tys. zł, na same materiały. Resztę zrobili parafianie - mówi kapłan dodając, że ich ofiarność jest wyjątkowa.

- Jestem tu szósty rok i od samego początku się z nią spotykam - mówi proboszcz.

Przyznaje, że przyjeżdżając tu miał nieco mieszane uczucia, ale takich parafian życzyłby sobie każdy kapłan.

- Czasem nie mogę nawet odprawić mszy świętych, proszę wówczas o pomoc ojców z Wąchocka. Takie jest tu zapotrzebowanie... - mówi ksiądz Kolatorowicz.

(An)

Dołącz do nas na Facebooku!

REKLAMA