AAA
Więcej strażników w mieście
Dostali nowy wóz
Niedziela, 21 lutego 2010r. (godz. 09:55)

Radiowóz czerwony przez ulice mego miast mknie... będą mogli powiedzieć mieszkańcy Starachowic, bo do takiego koloru auta przesiądą się niebawem miejscy strażnicy. A niebieski peugeot służby przejdzie do sekcji fotoradaru i monitoringu.

fot. Gazeta Starachowicka

- Będziemy teraz bardziej widoczni – żartuje komendant Marek Uliński, spytany o nietypowy kolor nowego auta.


I trudno odmówić mu racji, bo chyba nie będzie mieszkańca, która nie obejrzy się za takim czerwonym pojazdem. W Bydgoszczy czy Lublinie można już spotkać podobne.

- Nie będziemy jakimś wyjątkiem – mówi komendant. – Sprawdziliśmy, jak jest w innych strażach. Zresztą w przepisach nie ma żadnego wymogu, co do koloru pojazdu. Dotyczą one jedynie właściwego oznakowania. Niektórzy żartują, że kupiliśmy samochód straży pożarnej. Ale strażacki wóz musi mieć białe zderzaki, a ciężarowy dodatkowo białe nadkola. Nasz ich nie ma – zapewnia M. Uliński.

- Faktem jest, że przyzwyczailiśmy mieszkańców do tego, że nasz samochód jest w kolorze niebieskim, ale policja też kiedyś miała inne wozy, a dziś proszę – jeździ srebrnymi. Mnie osobiście bardzo się on podoba – przyznał.

Nowy fiat doblo jest czerwony, oklejony pomarańczową, odblaskową folią z napisem „Straż Miejska w Starachowicach” i zainstalowaną na dachu obrotową belką świetlno-dźwiękową. Mocną stroną auta jest jego napęd. Pod maską ma bowiem 105 koni mechanicznych, silnik dużej mocy (wysokoprężny, napędzany olejem napędowym), co powinno przełożyć się na oszczędności. Ale tym, co najbardziej cieszy strażników jest profesjonalny przedział do przewożenia osób zatrzymanych. Dwuosobowy, szczelnie oddzielony od części pasażerskiej. Komunikację między konwojentem, a zatrzymanymi zapewni przesuwane okratowane okienko w ściance pojazdu.

- Pojazd spełnia wszelkie warunki, jakie wynikają z przepisów dotyczących przewożenia osób zatrzymanych - mówi Marek Uliński.

– Nie jest to samochód seryjny.

Między innymi dlatego musieli na niego tak długo czekać. Bo choć pieniądze na zakup auta dostali jeszcze w ubiegłym roku, to trzeba było aż dwóch przetargów, by wyłonić dilera. Fiat doblo kosztował 77 900 złotych brutto. Jest już zarejestrowany i ubezpieczony. W każdej chwili mógłby wyjechać na ulice, ale jak na razie strażnicy woleliby go trochę oszczędzić, zwłaszcza, że wciąż mają jeszcze 6 – letniego peugeota. Auto jest nadal sprawne, choć ma już ponad 200 tys. km przebiegu. Pracuje ok. 16 godzin dziennie, przez co najmniej sześć dni w tygodniu. Teraz będzie służyć strażnikom miejskim z sekcji fotoradaru i monitoringu.

Na tym nie koniec zmian. Wkrótce kadra starachowickiej Straży Miejskiej powiększy się o cztery nowe osoby. Pieniądze na dodatkowe etaty zapisane zostały w uchwalonym na styczniowej sesji Rady Miejskiej budżecie Starachowic. Na stanowiska niebawem zostanie ogłoszony konkurs.

- Warto przeglądać stronę internetową UM i szukać informacji na tablicy ogłoszeń (po lewej stronie) – zachęca M. Uliński.

Aby starać się o pracę w Straży Miejskiej, trzeba mieć ukończone 21 lat, polskie obywatelstwo, co najmniej średnie wykształcenie, uregulowany stosunek do służby wojskowej, nienaganną opinię, sprawność fizyczną i psychiczną, pełną zdolność do czynności prawnych, nie być karanym i znać niektóre przepisy.

- Dodatkowe wymagania, zakres zadań na stanowisku, a także dokumenty i terminy będą opisane w ogłoszeniu – mówi M. Uliński.

Chętnych do pracy w Straży Miejskiej może być wielu. Na początku roku na jedno wakujące stanowisko wpłynęło 31 podań. 24 osoby, spełniające podstawowe wymogi, pisało test. Poprawnie zdało go tylko czterech kandydatów.

- Czy wszystkie osoby, które złożyły swoją ofertę, rzeczywiście chciały wykonywać pracę strażnika – pyta retorycznie M. Uliński. - Być może złożyły aplikację tylko ze względu na trudną sytuację na rynku pracy, nie mając świadomości, na czym polega to zajęcie...?

A praca, choć atrakcyjna, do łatwych nie należy. Często trzeba kogoś ukarać mandatem, co nie przysparza popularności. A droga do uzyskania etatu jest długa. Wygrany konkurs nie gwarantuje, że trafi się do straży.

- Pierwszy etap to kurs podstawowy – mówi komendant. – Po miesiącu szkolenia osoba taka wraca do jednostki macierzystej na miesięczne praktyki. Potem znów do ośrodka szkolenia, gdzie zdaje egzamin. Dopiero wówczas możemy podpisać z nią umowę na trzy lata, a po upływie tego czasu umowę na czas nieokreślony.

Zostać strażnikiem, jak widać, łatwo nie jest. A i później trzeba się także dokształcać, bo poprzeczkę podniesiono wysoko.

- Wielu naszych strażników podnosi swoje kwalifikacje. – Ostatnio dwóch kolejnych obroniło swoje prace. Zdali na piątkę – chwali ich komendant. –
Każdy szef chciałby zarządzać taką jednostką.

(An)

REKLAMA