AAA
Dość kupczenia powiatem!
Próba przejęcia władzy spełza na niczym
Piatek, 05 lutego 2010r. (godz. 21:53)

Opozycji nie udało się odwołać starosty Andrzeja Matyni. Platforma Obywatelska okazała się lojalnym koalicjantem, choć nie bezinteresownym, jeśli potwierdziłoby się to, o czym, mówili na sesji ludowcy. Ceną zachowania obecnego układu miało być kilka „stołków” w starostwie i dodatkowy dla kolejnego członka w Zarządzie. PiS i PO zgodnie temu zaprzeczają, twierdząc, że nie mieli powodów do kupczenia, w przeciwieństwie do opozycji, która oferowała nie takie stanowiska za rozłam...

fot. Gazeta Starachowicka

W sobotę ważyły się losy starosty Andrzeja Matyni i koalicji rządzącej w powiecie. Zgodnie z zapowiedzią, pod głosowanie Rady Powiatu trafił wniosek w sprawie odwołania szefa Zarządu, co skutkowałoby „zdymisjonowaniem” całego gremium, jeśli opozycji udałoby się zdobyć wymagane poparcie, tj. 3/5 ustawowego składu rady, czyli 13 głosów.


Głównym zarzutem stawianym rządzącym było zaniechanie działań zmierzających do przekształcenia szpitala, co – zdaniem wnioskodawców – mogło doprowadzić do dalszego zadłużania się lecznicy, a w konsekwencji także powiatu. Miało się to jednak nijak do liczb, jakie przedstawiał starosta. Wynikało z nich, że zadłużenie szpitala, począwszy od 2005 roku, sukcesywnie maleje.

- Na początku tej kadencji wynosiło ponad 56 mln zł, natomiast po 11 miesiącach 2009 r. – 46 mln zł. Fakty są faktami – stwierdził Andrzej Matynia.

– Nie można również przejść obojętnie obok tego, że po poprzednich zarządach, w których zasiadali przecież dzisiejsi wnioskodawcy, otrzymaliśmy szpital z tak dużym zadłużeniem. W ciągu drugiej kadencji zadłużenie urosło z 30 mln zł do ponad 56 mln zł. Nasza praca wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej, gdybyśmy nie mieli tego balastu. Jego skutki odczuwamy teraz i będziemy jeszcze odczuwać w przyszłości. Bo długi w Polsce trzeba spłacać, nie ma innego wyjścia – stwierdził Matynia.

A przekształcenie szpitala w niczym tu nie pomoże, zwłaszcza w obecnej sytuacji.

- Traktujecie przekształcenie jako remedium na wszystkie problemy – mówił starosta. – Zmiana formy organizacyjnej może być tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie. Zarząd bierze pod uwagę wszelkie okoliczności. Staramy się przewidzieć skutki każdego działania, podczas gdy wy nie dostrzegacie, jak źle wygląda finansowanie szpitala – zarzucał radnym starosta.

– Podstawowym problemem jest niedostateczne finansowanie zakładu przez NFZ, bo jego potrzeby i możliwości udowodniły wyniki za 2008 i 2009 rok. Tworzenie spółki prawa handlowego w tej chwili, bez zagwarantowania jej dochodów, oznaczałoby dla niej szybki upadek. Nie wiem, czy jest to państwa intencją, czy tylko zbiegiem okoliczności – zakończył swoją wypowiedź, która – jak się można było spodziewać – stanowiła tylko wstęp do dalszej dyskusji.

Opozycja grzmiała


- To, co pan powiedział, mija się z prawdą – kwestionował słowa starosty Marian Mróz. – Poprzednia kadencja doprowadziła do radykalnego zmniejszenia się długu. Ówczesny zarząd (koalicja PSL i SLD) wdrożył program restrukturyzacji, z którego końcowe kupony zostały odcięte w roku 2007, 2008 i 2009. Ogółem umorzono ponad 15 mln zł długu. Ta kwota została odjęta od 56 mln zł. Tym, co się chwali starosta, jest działalność Rady Powiatu II kadencji i części radnych siedzących tu dziś na sali, którym bardzo dziękuję – mówił M. Mróz.

Nawiązał także do zaniechanej uchwały intencyjnej, która dotyczyła podjęcia działań, zmierzających do przekształcenia szpitala.

- Została ona napisana przez starostę i obecny Zarząd. My byliśmy jej przeciwni – przypominał. – Mieliśmy wtedy za mało faktów. Prosiłem, żebyśmy się wstrzymali do czasu, gdy rząd odsłoni swoje karty. Nie było jeszcze wtedy planu B. Ale uchwała została podjęta. I co? – pytał, a chwilę potem sam sobie odpowiedział: kompletna klapa.

- Czego koalicja PiS – PO się boi? Na co czeka? Obawiam się, że nasz nowoczesny szpital, który budowano prawie 30 lat, stanie się bankrutem. Obudź się koalicjo – nawoływał. – Długi trzeba spłacać, jak powiedział starosta, więc jeżeli nie odpowiada wam plan B, to opracujcie własny plan restrukturyzacji, który oddłuży szpital.

- Podobną uchwałę, jak my, podjął Tomaszów Mazowiecki – zauważył Andrzej Maciąg. – I od pół roku funkcjonuje tam zakład niepubliczny, całkowicie oddłużony. Niedawno zakupił tomograf komputerowy, karetkę i zatrudnił dwóch lekarzy – profesorów. Oni skorzystali, u nas te działania zostały zaniechane – mówił, zapewniając, że wniosek o odwołanie starosty podyktowany był troską o przyszłość powiatu.

- Mieszkańcy muszą mieć świadomość, że podnoszone przez nas sprawy to nie gierki polityczne. Kieruje nami troska o przyszłość – przekonywał, a chwilę potem zrobiło się już mniej miło, gdy zarzucił rządzącym kupczenie ... powiatem.

- Czy prawdą jest, że w zamian za utrzymanie władzy PiS zgodził się na rozszerzenie zarządu? Stanowisko rzecznika obejmie przedstawiciel PO, będzie nowy sekretarz i dyrektor wydziału organizacyjnego? – pytał.

Koalicjant zdał egzamin


Ale nie usłyszał odpowiedzi, mimo iż następnym przemawiającym był szef klubu PO w powiecie – Sławomir Rymarczyk. W swoim wystąpieniu zapewnił wszystkich, że radni z jego partii będą głosować nie politycznie, a merytorycznie.

- Jest to klucz do odniesienia sukcesu – przekonywał. – Nie interesuje nas polityka, tylko rozwiązywanie problemów. Jeżeli pokaże się tylko możliwość pomocy finansowej dla szpitala, zrobimy wszystko, by z niej skorzystać - zapewniał. – Troska o losy powiatu jest dla nas najważniejsza. Dlatego będziemy głosowali przeciwko odwołaniu starosty - zapowiedział.

Podobną deklarację złożył Paweł Ciszewski z klubu „Prawa i Sprawiedliwości”. Potwierdzeniem tego był wynik głosowania. „Za” odwołaniem opowiedziało się tylko ośmiu radnych, a więc zapewne cała opozycja, która tego dnia zasiadała na sali. Przeciwne temu było dziesięć pozostałych osób.

Zdaniem starosty, decyzja radnych była wyrazem akceptacji dla prowadzonych przez niego działań. Zadowolenia z takiego rozstrzygnięcia nie krył także poseł Krzysztof Lipiec, który nieco przewrotnie, dziękował nawet opozycji za złożenie wniosku.

- Dzięki temu wszyscy stanęli w lustrze politycznym i mogli sprawdzić, czy mogą sobie spojrzeć w oczy – mówił parlamentarzysta. – To była ciężka praca, zarówno opozycji, jak i rządzących partii. Dialog przebiegał na wszystkie strony. Cieszę się, że wniosek upadł, bo był chybiony. Opozycja miała trudny orzech do zgryzienia.

Powodów odwołania najłatwiej było szukać w kontekście szpitala. To nie jest tak, że starosta zadłużył szpital. Matynia go tylko oddłużał. To za jego czasów szpitalowi udało się przeprowadzić do nowego obiektu. To jest sukces koalicji, która rządzi. Byłoby ogromną stratą, gdyby zmarnować dorobek tych trzech lat. Ufałem w mądrość tej rady.

Także dla wnioskodawców, wynik głosowanie nie był zaskoczeniem.

- Od samego początku nie mieliśmy złudzeń – mówił Bronisław Paluch. - Klub radnych działających pod szyldem PO, miał szansę odciąć się od polityki prowadzonej przez PiS w odniesieniu do naszego szpitala, ale nie wykorzystał jej. W ten sposób wziął na siebie odpowiedzialność za przyszłość szpitala, który jest rekordowo zadłużony i ciągle się zadłuża. Zarząd nie skorzystał natomiast z szansy, jaką stworzyły władze państwowe.

Kto i czym kupczył?


- Nie zabiegaliśmy o poparcie naszego wniosku, nie szukaliśmy sojuszników . To do nas zgłaszano się w tej sprawie, warto mieć tego świadomość – przekonywał B. Paluch.

Co innego twierdził PiS i PO.

- Nie mieliśmy powodów do kupczenia – przekonywał Jan Wzorek. - Koalicja została zawarta w 2006 roku. Podpisali ją szefowie obu ugrupowań i wszyscy radni. Do dnia dzisiejszego nikt jej nie wypowiedział. Nie było nawet minuty, by koalicja przestała istnieć. Nie mieliśmy powodu, by czymkolwiek handlować, czego nie można powiedzieć o stronie przeciwnej, bo chcąc coś zrobić musiała kupczyć... Może warto zapytać kolegów, co proponowali w zamian...

Ale radni Platformy byli raczej powściągliwi w słowach.

- Klub PO był oglądany z trzech stron – twierdził Cezary Berak. – Ze strony naszego dotychczasowego koalicjanta PiS, który patrzył, czy zachowamy się jak w małżeństwie i czy nie dojdzie do zdrady, i ze strony PSL i SLD, gdzie padały różne propozycje.

- Rozumiem rozgoryczenie radnych z PSL i SLD, bo składając wniosek liczyli na poparcie szczególnie klubu PO i przejęcie władzy – mówił Sławomir Rymarczyk. - Ale przeważyły względy merytoryczne, nie polityczne. Jeżeli rzeczywiście zależałoby nam na polityce i tzw. stołkach, o czym mówił szef PSL, to powinniśmy iść w ciemno za wnioskodawcami.

Nie zrobiliśmy tego, bo dobrze oceniamy trzy lata, które przepracowaliśmy w koalicji. Zdarzały się wprawdzie błędy, ale wspólnie osiągnęliśmy dużo. Nie mogliśmy rzucić tego w niepamięć dla stołków, które proponowano nam z tamtej strony. A propozycje były nie takie, jak mówił radny Maciąg... Myślę więc, że te uszczypliwe uwagi nie były na miejscu. Zachowaliśmy się tak, jak powinniśmy. Wzięliśmy całkowitą odpowiedzialność za tę kadencję. A wynik wyborczy możemy osiągnąć pracując dla dobra powiatu i społeczeństwa. W końcu za to właśnie oceniają nas wyborcy.

Jednak zapytani o dalsze działania, ewentualne rozszerzenie Zarządu, czy zmiany personalne w starostwie, udzielali wymijających odpowiedzi.

- Jesteśmy chwilę po rozstrzygnięciu – mówił J. Wzorek. - Nie mieliśmy nawet czasu by porozmawiać co dalej. Właściwą reakcją będzie zwołanie w najbliższym czasie spotkania dwóch klubów i omówienie wszystkich kwestii, które pojawiły się przy okazji tego wniosku. Nie możemy być zadufani w sobie i bezkrytyczni, bo nie wszystko, co robiliśmy do tej pory, było dobre i pozbawione błędu – przyznał przewodniczący Rady Powiatu. - Musimy z tego, co się stało, wyciągnąć wnioski i zastanowić się.

Co dalej?


- Jeśli będzie taka potrzeba, to coś zmienimy, wzmocnimy jakieś wydziały – przyznał C. Berak.

- W strukturze starostwa mamy brakujące stanowisko dyrektora wydziału organizacyjnego – przyznał starosta Matynia. – Ale jeśli podejmiemy jakiekolwiek decyzje będą one wynikały z rzeczywistych potrzeb – zapewnił. – Poza tym trudno mówić o kupczeniu. Wprowadzenie jakichkolwiek osób do urzędu odbywa się w drodze konkursu.

- A gdyby coś zmienić w Zarządzie, trzeba najpierw zmienić statut – zauważył wicestarosta Andrzej Sendecki. – Musiałaby uczestniczyć w tym cała rada. Wszystko rozegrałoby się na sali konferencyjnej, nie w ukryciu czy pod stołem - zapewniał.

- Kto wie.... może warto zastanowić się nad radą naszych doświadczonych kolegów z opozycji i z niej skorzystać – żartowali z przekąsem. Całkiem poważnie dodawali, że ostatnie wydarzenia wzmocniły jedność ich koalicji.

Nieoficjalnie mówi się, że stołki zostały już rozdzielone, między ludzi związanych ze środowiskiem Platformy. W rozmowach kuluarowych pojawiają się trzy nazwiska: Cezarego Beraka, Igora Klara i Małgorzaty Szlęzak. Pierwszy miałby zasilić szeregi Zarządu, a dwoje kolejnych kadrę urzędniczą starostwa. W grę wchodziłoby stanowisko dyrektora wydziału organizacyjnego, które miałoby przypaść I. Klarowi i rzecznika prasowego Zarządu, na którym widziano by podobno dawną dyrektor SP nr 10 w Starachowicach.

Ile w tym prawdy, a ile plotek okaże się już niebawem. Faktem jest, że na dwa dni przed planowaną sesją (28 stycznia br.), na powiatowym BIP – ie pojawiła się informacja o naborze na fotel rzecznika. Być może to czysty zbieg okoliczności, bo podejść do tego już było kilka, a może ma to rzeczywiście jakiś związek z ostatnimi wydarzeniami...

(An)

REKLAMA