AAA
Niemy krzyk związkowców
Znowu głodówka w szpitalu
Niedziela, 07 lutego 2010r. (godz. 13:16)

- Ja życia ludzi nie poświęcę – oświadczyła w piątek (29 stycznia) szefowa związków zawodowych, informując o przerwaniu trwającej trzy dni głodówki. Strajkujący zdecydowali się na to po dwóch przypadkach zasłabnięć. Na usta ciśnie się jednak pytanie o sens ich działań, bo jak na razie nie przyniosły żadnego skutku. Ale zdaniem strajkujących warto było wykrzyczeć protest wobec prywatyzacji lecznicy, nawet gdyby miał on pozostać głosem wołającego w puszczy.

fot. Gazeta Starachowicka

- Nasz szpital nie może być areną do politycznych rozgrywek – przekonywała Wanda Gut, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, która wspólnie z dziewięcioma innymi pracownikami szpitala przystąpiła w środę do strajku. Protest zaczęli o godz. 9.00. Wśród nich byli przedstawiciele wszystkich związków zawodowych. Postulaty? Stawiali dwa: polityka nie może mieszać się do szpitala, a my nie damy przekształcić go w spółkę – mówili zgodnie.


Dlaczego właśnie teraz zdecydowali się na głodówkę, skoro sprawa przekształcenia szpitala ciągnie się od kilku lat? Nie potrafili dokładnie wyjaśnić.

- Ta myśl dojrzewała w nas od jakiegoś czasu – mówiła W. Gut. – Chcemy uświadomić mieszkańcom, że nie walczymy o swoje stanowiska pracy, choć jest to największy publiczny zakład pracy w naszym powiecie. Walczymy o to, by każdy pacjent mógł przyjść do szpitala nie martwiąc się o to, z czego zapłaci za wizytę.

Trudno było oprzeć się wrażeniu, że ma to związek ze złożonym niedawno wnioskiem o odwołanie starosty, zwłaszcza, że akcja rozpoczęła się na trzy dni przed planowaną sesją Rady Powiatu, na której miał on trafić pod głosowanie. Jednak związkowcy stanowczo temu zaprzeczali.

- Nas nie obchodzi odwołanie starosty – przekonywała Nina Mirecka, przewodnicząca szpitalnej „Solidarności”.

- Protestujemy przeciwko działaniom polityków, które zmierzają do likwidacji naszego szpitala. Po raz kolejny przypominamy, że wspólnie mamy służyć pacjentom. Szpital nie może być kartą przetargową w politycznych rozgrywkach, dlatego zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie kolejnej drastycznej głodówki. Jeśli politycy chcą kogoś odwołać, to niech to zrobią –argumentowała Wanda Gut. – Ale niech nie mówią, że powodem tego jest szpital.

Między młotem, a kowadłem


W podobnym tonie wypowiadała się zresztą szefowa lecznicy, która z racji pełnionego stanowiska, starała się zachować obiektywizm

- Jest mi przykro, że pod wnioskiem o odwołanie zarządu podpisali się radni opozycji, podając za powód brak przekształcenia szpitala i bardzo trudną sytuację finansową – mówiła Jolanta Kręcka.

- Wielokrotnie powtarzałam, że te dwa lata były dla nas bardzo trudne. Faktycznie została podjęta uchwała intencyjna, ale to, co działo się w kraju, łącznie z kryzysem, zawetowaniem ustawy przez prezydenta i wprowadzeniem planu B, spowodowało, że zarząd uznał, iż nie jest to odpowiedni czas na przekształcanie. Nie zdejmuje to ze mnie obowiązku dalszego restrukturyzowania szpitala i próby bilansowania kosztów.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że sytuacja nie jest łatwa. Mamy też kłopoty z kontraktowaniem usług medycznych na 2010 rok. Środki są niższe i będziemy musieli się do tego przygotowywać. To bardzo duże wyzwanie, ale proszę pamiętać, że szpital istnieje po to, by służyć pacjentom – dodała. – A granica między dyscypliną finansową, a bezpieczeństwem zdrowotnym pacjentów jest cienka. Jeżeli radni opozycyjni uważają, że najlepszą formą dla szpitala jest przekształcenie, to budzi to we mnie pewien niepokój. Bo, żeby przekształcać, trzeba mieć środki.

A tych powiat nie posiada.

- Musiałby je najpierw zabezpieczyć w budżecie, a wiemy, że tego nie zrobił – mówiła W. Gut.

- Chyba, że komuś bardzo zależy na tym, by szpital w ciągu kilku miesięcy stał się bankrutem, żeby go łatwiej wykupić – dodała J. Kręcka. – Dla mnie, jako potencjalnego pacjenta, a zarazem mieszkańca tego powiatu, jest to działanie aspołeczne i bardzo niebezpieczne – twierdziła.

- Czym to się skończy? Patrz, prywatyzacja FSC- skomentowała N. Mirecka. - Wejdzie strategiczny inwestor i sam sobie zrobi szpital. A my, na naszym terenie mamy już inwestora i wiemy kto może zarządzać...

Brakuje Kubicy?

- Nie ukrywam, że wiele moich problemów związanych było ze sprawami politycznymi i walką z podmiotem niepublicznym – potwierdziła dyrektor. – Cały czas zabiegamy o to, by środki na kardiologię w części, a nawet całości, pozostawały w naszym szpitalu. Nie jest tajemnicą, że rok temu padła propozycja ze strony naszego podwykonawcy, by przekształcić oddział kardiologiczny w oddział wewnętrzny IV, tak, by cały kontrakt z kardiologii mógł zgarnąć AHP.

Szefowie Klinik zaprzeczają jednak jakimkolwiek planom przejęcia przez nich lecznicy.

- Jesteśmy zainteresowani tylko dobrym administrowaniem szpitala, a nie jego prywatyzacją – stwierdził podczas konferencji prasowej profesor Paweł Buszman. – Jeśli szpital będzie dobrze zarządzany, nam też będzie dobrze. A w tej chwili tak nie jest. Nie dziwię się „Solidarności”, że prowadzi głodówkę, bo wydaje mi się, że niepotrzebnie wydaje się pieniądze na urządzenia, które niewiele pomogą.

Wprawdzie można kupić auto Formuły 1, pytanie tylko, kto i gdzie będzie nim jeździć? Swoją nieudolność zarządczą dyrekcja próbuje przerzucić na AHP, ale to bezsensowne działanie – przekonywał Buszman.

Słowa te wywołały spore oburzenie wśród głodujących, do których w czwartek dołączyła kolejna osoba. A atmosfera, po radiowej wypowiedzi radnego powiatu, Mariana Mroza (twierdził, że lecznica powinna zostać niezwłocznie przekształcona – przyp. red.), zaostrzyła się jeszcze bardziej.

- Czy szpitalowi jest to w tej chwili faktycznie potrzebne? – dziwiła się N. Mirecka. - Czy radni naprawdę nie mogą się zastanowić, jak pomóc szpitalowi, by jeszcze bardziej rozszerzyć jego działalność?

Opinie głodujących podzielała dyrektor, która od samego początku utrzymywała, że gdyby Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił za nadwykonania, 2009 rok zakończyłby się dla nich zyskiem, a nie stratą. Zwłaszcza, że lecznica robiła wszystko, by rozszerzyć kontrakt. Zatrudniła nowych specjalistów, otworzyła kolejne oddziały. Ale dla lewicy i ludowców jedynym rozwiązaniem jest wciąż restrukturyzacja.

Zaprzestanie działań zmierzających do przekształcenia placówki doprowadzi – ich zdaniem - tylko do powiększania się obecnych zobowiązań. W stanowisku zarządu nic się natomiast nie zmieniło.
- Nadal sądzimy, że nie ma sprzyjających warunków do przekształcania. Przy takim finansowaniu z Narodowego Funduszu Zdrowia spółka by sobie nie poradziła – podkreślił starosta, Andrzej Matynia w rozmowie z GAZETĄ.

To samo stanowisko przekazał protestującym, zaraz po rozpoczęciu przez nich głodówki.

- Był u nas starosta – potwierdziła N. Mirecka. – Przekazaliśmy nasze żądania. Czekamy teraz na rozwiązania, mamy nadzieję, że będą...

Zero reakcji


Godziny mijały, ale nic się nie działo, aż do piątku...

- Wstaliśmy wcześnie rano, nagle dwie osoby poczuły się gorzej. To już trzeci dzień naszej głodówki. Nie jesteśmy już młodzi – tłumaczyła W. Gut - szefowa Związku. Pielęgniarek i Położnych. - Szkoda naszego zdrowia dla polityki, która od dawna miesza w szpitalu. Radni niszczyli, niszczą i będą niszczyć nasz szpital. Jako przewodnicząca nie podejmę decyzji, by głodówka trwała nadal. Nie mogę narażać ludzi. Jest to oficjalna i ostateczna decyzja – zakomunikowała około południa. - Mamy już dość walki z wiatrakami. Sądzimy, że każdy radny podjął już decyzję.

Trochę w tym racji było, bo temat strajku został na sesji zmarginalizowany i gdyby nie kilka kąśliwych uwag, przeszedłby bez echa. Można by rzec, że radni uodpornili się na głodujących, bo żaden z nich przez cały czas trwania protestu, nie odwiedził nawet związkowców.

- Nie mieli nawet cywilnej odwagi się tu pokazać – mówiła z wyrzutem w głosie szefowa protestujących.

Czy było warto narażać zdrowie?

- Sądzimy, że tak – powiedziała W. Gut. – Rezultaty przyjdą później. A nawet jeśli nie, zawsze będzie warto walczyć o ten szpital. Po raz kolejny krzyknęliśmy, że jesteśmy przeciwko dzikiej prywatyzacji. Będziemy się dalej przyglądać co robią radni. Nie odpuścimy! Najwyższy czas, by zdali sobie sprawę, że związki zawodowe nie walczą o swoje stołki – powiedziała na koniec szefowa strajkującej załogi.

(An)

REKLAMA